Z nauką jest jak z wiosłowa­niem pod prąd. Sko­ro tyl­ko zap­rzes­ta­niesz pra­cy, za­raz spycha cię do tyłu.

Dla Rodziców

http://blog.akademianauki.pl/

http://www.akademianauki.pl/ 

 

 

 

 Co zrobić, aby Twoje Dziecko było samodzielne?

Z reguły największym pragnieniem rodzica jest to, aby jego Dziecko były szczęśliwe. Gdy jednak stopniowo uszczegółowić to pytanie i dopytać co to właściwie znaczy „by było szczęśliwe”, okazuje się, że rodzice dość często łączą to z samodzielnością. Pragną by ich Dzieci były samodzielne. A więc by było w stanie poradzić sobie same w życiu.

Wbrew pozorom wychowanie Dziecka w ten sposób nie jest wcale łatwe. Wymaga to od rodzica dużej świadomości i silnej woli. Będziemy pisać niedługo o trójkącie dramatycznym i o przyjmowaniu roli wybawcy. Rola ta jest bardzo kusząca. Zwłaszcza w relacji z dzieckiem, które łatwo jest sprowadzić do bezradnego i wymagającego opieki oseska, którego chcielibyśmy ochronić przed całym złem tego świata i sprawić aby żyło mu się możliwie najłatwiej i najlepiej. Ale czy ochraniane w ten sposób Dziecko będzie miało możliwośćrozwijać własny potencjał i charakter? Nie jest to łatwe także dlatego, że jest to balansowanie na granicy dwóch stanów: z jednej strony uczenia Dziecka poprzez pokazanie mu w jaki sposób może lepiej zrobić daną czynność, a z drugiej strony pozwolenie aby wykonywało zadanie od zera, nawet jeśli po drodze będzie popełniać dużo, czasem bolesnych, błędów.

Jeśli zawsze będziemy przy Dziecku, zawsze będziemy je pouczać i mówić co ma robić, to również w życiu dorosłym nasze Dziecko będzie szukało kogoś, kto „poprowadzi za rękę”. Przez to najprawdopodobniej będzie miało problem z podejmowaniem samodzielnych decyzji. Dlatego warto już wcześniej rozpocząć usamodzielnianie Dziecka.

 

Nadopiekuńczość ma swoją cenę

Bardzo często opiekuńcze zachowania rodziców budzą w Dziecku podświadomie przeświadczenie, że jest nieudolne, gapowate i samo sobie nie poradzi. Bo skoro „rodzice mi pomagają i robią wszystko za mnie – na pewno sam bym sobie nie poradził”. Dzieje się to na poziomie podświadomym, także wszelkiego rodzaju stwierdzenia „wiem, że byś sobie sam poradził, ale…” nie zmieniają tych odczuć. Wychowując Dziecko jest wiele sytuacji kiedy wygodnie jest gdy Dziecko robi krok po kroku to, co mu mówimy, ale jednak tak naprawdę jest to działanie na krótką metę. Uległość pewnie nie jest cechą, którą chcielibyśmy by nasze Dzieci przejawiały w dorosłym życiu, prawda?

 

Co można więc zrobić?

Przede wszystkim powinniśmy pozwolić swojemu Dziecku popełniać błędy i być samodzielnym. Stare porzekadło mówi „człowiek uczy się na błędach”, lecz warto by było tu jeszcze dodać, że chodzi wyłącznie o swoje błędy… Niepowodzenie to integralna część nauki – no bo przecież ile razy przewróciliśmy się zanim zaczęliśmy chodzić?.. Pozwólmy więc naszym Dzieciom się uczyć. Zwłaszcza, że dzieciństwo to okres w którym najłatwiej nauczyć się samodzielności.

 

Gdy Dziecko pyta: „Mamo, jak to zrobić?” Odpowiedz:

– A jaki Ty masz pomysł?
– A Ty co sądzisz?
– Jak Twoim zdaniem powinieneś się zachować?

Warto dodać także:

- Jeśli nic nie wymyślisz, to Ci oczywiście pomogę, ale bardzo chcę poznać Twoje zdanie na ten temat.

 

Naprawdę warto dać naszym Dzieciom trochę więcej swobody. Zwłaszcza, że buduje to u Dzieci nie tylko samodzielność, ale także poczucie zaufania, wzmacnia więc Waszą wzajemną relację.

 


Różnice – oto klucz

Każde dziecko ma swój indywidualny instrument poznawczy – tzw. wzorzec myślenia, którym się posługuje. Każdy wzorzec jest dobry (jest ich 6) ale każdy inny. To właśnie przez te różnice, nie wszystkie dzieci mogą w pełni realizować swój potencjał w szkołach.

Wzorzec Myślenia, metaforycznie, można porównać do instrumentu muzycznego.

I tak są dzieci, które mają skrzypce, altówki i kontrabasy. Inne posiadają trąbki, flety i harmonijki ustne. Są też tacy, którzy mają werbelki, bębenki i grzechotki.

Wyobraźmy sobie, że dzieci te idą do szkoły muzycznej. Siadają w ławkach. Do klasy wchodzi miła, uśmiechnięta pani i mówi: „A teraz drogie dzieci przytknijcie swoje instrumenty do ust i dmuchnijcie”.

Pani, która posługuje się instrumentem dętym, robi to oczywiście w dobrej wierze. Zakłada ona, że wszyscy mają ten sam instrument.

Z zadowoleniem obserwuje szczęśliwców, którzy mają trąbki, flety i harmonijki. Dzieci te zaczynają wydawać dźwięki, które po pewnym czasie ułożą się w melodię. Są to tzw. uczniowie „zdolni”, nie mający większych problemów w szkole.

Dramat przeżywają pozostali. Bezradnie przykładają skrzypce, werbelki i altówki do ust.

Na nic się zdaje olbrzymi wysiłek wkładany w dmuchanie.

Mimo, że dzieci bardzo chcą i mocno nad tym pracują ich instrumenty „milczą”.

To są uczniowie, którzy „mają problemy” z nauką.

Nie są to złe (gorsze, głupsze) dzieci. Są to po prostu dzieci, które nie mają możliwości korzystać ze swoich instrumentów. Aby móc grać potrzebują pałeczek i smyczków i jeśli ich nie dostaną to trudno będzie im w szkole rozwinąć skrzydła.

Nie oznacza to jednak, że dzieci te są skazane na porażki również w życiu dorosłym. Wydaje się, że jest wprost przeciwnie.

Wzorce (instrumenty), które mają kłopoty w szkole, czyli wszystkie szkolne wiercipięty, są szczególnie predysponowane do działania. Dlatego bardzo wielu ludzi, którzy mieli „kłopoty” w szkole, odnosi później życiowe sukcesy.

Więcej o wzorcach możesz przeczytać w książce Dawny Markovej "Twoje dziecko jest inteligentne". Przyjemnej lektury Uśmiech

 


Ofiara, Wybawca, czy Prześladowca – którą rolę przyjmujesz?

Czy masz znajomych, którzy mawiają czasem „nie mam się w co ubrać”, „gdyby nie mój szef, na pewno byłbym teraz zupełnie gdzie indziej”, „mam straszną teściową, w ogóle mnie nie szanuje, przez to i ja nie mam szacunku do siebie…” itd..?  A może sam(a) czasem tak mówisz? Jeśli tak, to ten wpis na pewno Cię zainteresuje.

 

Trójkąt dramatyczny, bo o nim dziś opowiemy, jest koncepcją wywodzącą się z analizy transakcyjnej. Jej autorem jest amerykański psycholog, Stephen Karpman. Zgodnie z tą koncepcją, każdy z nas może czasem wejść w jedną z 3 ról trójkąta dramatycznego, tzn.: ofiary, prześladowcy lub wybawcy.  Role te zmieniają się w sposób dynamiczny, także można w jednym momencie być prześladowcą, a chwilę później zostać ofiarą.

 

Ofiara

„Mamo, tato… nie potrafię tego zrobić. Nie mam już siły! Zróbcie to proszę za mnie….”, a także pozostałe przykłady z początku wpisu to wypowiedzi typowe dla osób przyjmujących rolę ofiary.  Osoba taka wydaje się być biedna, zależna od innych. Wymusza na innych litość. Inną nazwą roli ofiaryjest rola szantażysty emocjonalnego. Ofiara przede wszystkim czeka ona na swojego… wybawcę.

 

Wybawca

Czy zdarza Ci się czasem przyjmować pozycję wybawcy i stwierdzać:  „dobrze, synku/córeczko, zrobię to za Ciebie, ale jutro będziesz musiał sobie sam/a poradzić.”, „masz rację, Twój szef jest straszny. Stać Cię na wiele więcej…”, „tak, Twoja teściowa jest straszna…”. Wybawca stara się podnosić narzekającą ofiarę na duchu, lub rozwiązać problemy za nią. Wybawca czerpie z tego poczucie własnej wartości – przynajmniej dopóki się nie zmęczy :)

 

Prześladowca

Każdy z nas czasem przechodzi także do roli… prześladowcy. „No przecież tyle razy Ci mówiłem, żebyś myślał… Przecież te zadania są banalnie proste?!”, „rzeczywiście, Twoje ubrania idealnie nadałyby się do serialu „Zmiennicy”.”, „fatalną masz tę pracę. Pewnie byłoby inaczej gdybyś skończył(a) inne studia, tak jak Ci mówiłem”. Prześladowca pragnie zmienić ofiarę według swoich pomysłów, najczęściej w sposób raniący. Daje mu to poczucie siły.

 

 

Rotacja pomiędzy rolami

Władek przyniósł ze szkoły kolejną jedynkę z matematyki. „To wszystko przez to, że Pani od matematyki jest głupia…” – wyjaśnia rodzicom – „Teraz kazała nam jeszcze zrobić 10 kolejnych zadań w domu!!” – dodaje (rola ofiary).

Zdenerwowany kolejną jedynką ojciec (Piotrek), z wykształcenia matematyk, który spędza sporo czasu z Władkiem nad matematyką, wypala: „jak mogłeś przynieść następną jedynkę?! Przecież rozwiązywaliśmy razem te zadania. Gdybyś zrobił wszystko tak jak Ci mówiłem, to na pewno dostałbyś 5! Teraz obliczysz za karę nie 10, ale 20 zadań!” – (rola prześladowcy, który karze poczuciem winy).

Widząc łzy w oczach Władka, do rozmowy włącza się jego mama, Marta: „Czego krzyczysz na dziecko?! Przecież wiesz, że to nie jego wina! Ta matematyczka rzeczywiście ma nierówno pod sufitem. A ty też mógłbyś przemyśleć swoje zachowania!!!” – rola wybawcy w stosunku do dziecka i prześladowcy w stosunku do męża.

 

I tak toczą się rodzinne gry…

 

Ale właściwie dlaczego przyjmujemy te role?

Człowiek podświadomie przyjmuje czasem jedną z tych ról aby zaspokoić swoją potrzebę bycia zauważonym. Niestety w przypadku trójkąta dramatycznego – dzieje się to w sposób niezdrowy i nienaturalny.

  • Jeśli przyjmujemy pozycję ofiary, to zaspokajamy potrzebę samodzielności – szukamy albo osoby, która nas wybawi i zrobi coś za nas, lub osoby, która siłą zmusi nas do działania.
  • Rola prześladowcy wiąże się z potrzebą szacunku. Podświadomie wymuszamy siłą lub manipulacją rzeczy, które sprawiają, że inni będą się z nami liczyć.
  • Wybawca realizuje w swej roli potrzebę miłości. Stara się on pomóc ofierze. Odciążyć ją jak najbardziej – zabiera się część obowiązków danej osoby. Wybawca swym zachowaniem sprawia, że ofiara nie może być do końca samodzielna. Uwalnia ją od odpowiedzialności i w dłuższej perspektywie od siebie uzależnia. Z zewnątrz wygląda to szlachetnie, ale w rzeczywistości wybawca realizuje w ten toksyczny sposób swoją potrzebę miłości.

 

 

Jak wydostać się z przyjętej roli? Jedynym sposobem jest uświadomienie sobie, że jestem odpowiedzialny/a za swoje zachowanie. Ja i tylko ja. Inne dorosłe osoby także odpowiadają za swoje postępowanie. I dobrze jest im na to pozwolić. Nasze Dzieci także przyjmują te role. Oczywiście w związku z tym, że nie są one dorosłe potrzebują opieki i wsparcia. Mimo wszystko one także przyjmują role trójkąta dramatycznego. Dzieci często przyjmują rolę ofiary – tak po prostu jest im łatwiej – gdy ktoś zrobi coś za nie. Ale są także wyjątki – np.. Dzieci alkoholików, które często przedwcześnie przyjmują rolę wybawcy. Lekarstwem na wyjście z trójkąta dramatycznego jest nie wchodzenie w rolę wybawcy, ale empatyczne podsuwanie możliwych rozwiązań, współpraca. A nie robienie czegoś za kogoś.

 

Jak wszystko, także i koncepcja trójkąta dramatycznego wymaga zdrowego umiaru. Pomaganie innym jest piękne oraz wartościowe i łatwo znaleźć osoby, które rzeczywiście i prawdziwie potrzebują naszej pomocy. Wspierajmy je. Ale jest także wiele osób, które przyjmują rolę ofiary dla wygody. Aby ktoś coś za nie zrobił.

 

Porozumienie Bez Przemocy

Porozumienie Bez Przemocy (PBP) to sposób komunikacji zaproponowany przez Marshalla Rosenberga w jego książce o tym samym tytule. Zakłada ona sposób komunikowania się, który ogranicza do minimum szansę na wystąpienie w jej trakcie przemocy. Opiera się na umiejętności empatycznego słuchania oraz szczerego wyrażania siebie. Od momentu wydania książki komunikacja zgodna z PBP znalazła miliony wielbicieli na całym świecie.

 

Etapy komunikacji Porozumienia Bez Przemocy

Według Rosenberga komunikat powinniśmy podzielić na 4 elementy:

  1. Opis tego co widzę i słyszę,
  2. określenie uczucia, które odczuwam pod wpływem tego co widzę i słyszę,
  3. wymienienie oczekiwań, pragnień i potrzeb, które pojawiły się we mnie pod wpływem tego uczucia,
  4. wyrażenie w sposób konkretny prośby o działanie, które mogłoby zaspokoić moją potrzebę.

 

Szczera wypowiedź w Porozumieniu Bez Przemocy

Eliza wychodząc z domu na godzinę kazała Marice odrobić w tym czasie lekcje. Marika wyglądając zza gazety odpowiedziała tylko „ok”. Po powrocie mamy Marika nadal czytała gazetę. Okazało się, że nawet nie zaczęła robić lekcji. Eliza strasznie się zdenerwowała i zaczęła krzyczeć na córkę. Po chwili kłótni Marika ze łzami w oczach trzasnęła drzwiami od swojego pokoju.

 

Magda wychodząc z domu na godzinę kazała Eli odrobić w tym czasie lekcje. Ela wyglądając zza gazety odpowiedziała tylko „ok”. Po powrocie mamy Ela nadal czytała gazetę. Okazało się, że nawet nie zaczęła robić lekcji. Magda strasznie się zdenerwowała, ale gdy już miała zacząć krzyczeć, przypomniała sobie o Porozumieniu Bez Przemocy. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:

– Widzę, że czytasz gazetę. Powiedziałaś, że nawet nie rozpoczęłaś odrabiać lekcji. Zeszyty leżą więc nieruszone. Czuję się źle, ponieważ prosiłam Cię byś odrobiła w tym czasie lekcje. Jest mi smutno, że mnie nie posłuchałaś. Czuję się tak, jakbyś w ogóle na mnie nie zwróciła uwagi. Chciałabym wiedzieć, że gdy Cię o coś poproszę, to będę mogła liczyć na to, że zostanie to wykonane. Dlatego proszę, byś odłożyła gazetę na później i w przeciągu najbliższej godziny odrobiła lekcje, żebyśmy mogły później razem zrobić kolację i przed snem chwilę porozmawiać lub pograć w chińczyka. Co Ty na to?

 

Jak myślisz, który reakcja przyniesie zamierzony cel? Który komunikat sprawi, że Dziecko odrobi lekcje?

 

Empatyczne słuchanie w Porozumieniu Bez Przemocy

Komunikację Bez Przemocy wykorzystać także można do empatycznego słuchania. Gdy nasze Dziecko opowiada nam o czymś dla niego ważnym, analogicznie – nie oceniaj, ale:

  1. Dopytaj o szczegóły, o to co widział, słyszał, czuł,
  2. zapytaj o uczucia, które odczuwał, lub Twoim zdaniem – mógł poczuć w tej sytuacji,
  3. zapytaj o jego oczekiwania w związku z uczuciami, które czuje,
  4. a następnie zapytaj, czy dobrze rozumiesz jego prośbę i to co możesz zrobić by jego potrzeby i oczekiwania zrealizować.

 

Podsumowanie

Jak widzisz jest to niezwykły sposób komunikowania się ze sobą. Wymusza empatyczne słuchanie i szczere wypowiedzi. Jesteś ciekaw/a jak to działa? Zapraszamy Cię do eksperymentu. Przez najbliższe 7 dni stosuj PBP. Gdy Ty chcesz coś powiedzieć – formułuj wypowiedzi korzystając komunikatów Porozumienia Bez Przemocy. Gdy Dziecko coś powie, nawet gdy Ci się to nie spodoba, weź głęboki oddech i słuchaj empatycznie pytając o szczegóły, uczucia, potrzeby i prośby. W duchu uśmiechnij się delikatnie. To świetna okazja by lepiej poznać niesamowity świat Twojego Dziecka. Świat, który zmienia się często z dnia na dzień.

 


 

Spróbuj” tylko

Pisaliśmy już o mocy słowa „NIE”. Dziś zajmiemy się innym słowem na które warto uważać.

Monika zajrzała do pokoju Pawła sprawdzić jak idą mu lekcje. Zastała chłopca grającego w grę na komputerze.
– Paweł, co robisz?
– Nic, Mamo. Zrobiłem większość lekcji i teraz chwilę gram.
– Co to znaczy większość?

(I tu często okazuje się, że Paweł odkrył właśnie lukę w prawach matematyki i „większość” nie oznacza wcale więcej niż połowę, ale np. jedno z pięciu zadań domowych.)

– Dobrze, Synku, to spróbuj jeszcze przed snem zrobić resztę zadań.
– Dobrze, Mamo, spróbuję.

„Spróbuję” – czyli tak naprawdę co? – pomyślał Paweł. „Zrobię lub nie zrobię. Jak mama zapyta jutro czy zrobiłem, to odpowiem: nie, Mamo, ale próbowałem…”. I tak naprawdę nawet nie będzie można mieć do Pawła o to żalu, ponieważ Monika poprosiła tylko „by spróbował”.

 

Jak jeszcze działa to słowo?

Proponuję mały eksperyment. Przygotuj dwa puste małe kartoniki i ułóż je na podłodze.
1) Wskazując na jedno z nich powiedz do swojego Dziecka „podnieś to opakowanie, proszę”,
2) wskazując na drugie z nich powiedz „a teraz spróbuj podnieść to”.

Jak myślisz, co się wydarzy? Już nawet czytając te komunikaty instynktownie czujesz, że komunikat „a teraz spróbuj podnieść to” wskazuje na to, że pewnie w środku jest coś ciężkiego i tym razem nie będzie już tak łatwo. I rzeczywiście, zapewne Twoje Dziecko podnosząc drugi kartonik użyje dużo większej siły, gdyż jego umysł został przygotowany na to, że może mieć z tym problem.

 

Przykłady z życia

Przykłady można mnożyć „spróbuj tym razem nie spóźnić się do szkoły”, „przynajmniej spróbuj się nie pobrudzić podczas jedzenia”, „spróbuj jutro nie zaspać”. Wszystkie komunikaty zawierające sformułowanie „spróbuj” z jednej strony wskazują na to, że zadanie to jest trudne (a najczęściej wcale tak nie jest), a z drugiej strony zupełnie nie motywują Dziecka do podjęcia działania na serio. Sprawiają one, że Dziecko uczy się działać na pół gwizdka. Zawsze przecież może na koniec powiedzieć „przecież próbowałem”.

Nie oznacza to, że nie mamy zostawiać Dziecku przestrzeni na porażkę. Wręcz przeciwnie. Chwalmy je za zaangażowanie, za wykonaną pracę, nie zawsze tylko za zwycięstwo, ponieważ na pewno Dziecko nie raz poniesie porażkę – to naturalny etap uczenia się.  Ale gdy tak się stanie, Dziecko dzięki Twojej konkretnej informacji zwrotnej będzie wiedziało co zrobiło nie tak i co jeszcze może zrobić by odnieść sukces. Nauczysz je w ten sposób rzetelnego wykonywania swoich obowiązków i angażowania się.

Komunikat typu „spróbuj posprzątać swój pokój” nie motywuje do działania, a w dodatku Dziecko nie wie ile ma na to czasu i czego dokładnie od niego oczekujemy.

Jeden z największych filozofów w historii Wszechświata powiedział kiedyś:

„Nie próbuj. Rób albo nie rób.”

Mistrz Yoda

 

Jak więc mówić?

Jak więc można zwrócić się do Dziecka z prośbą o posprzątanie pokoju?

„Widzę, że zrobił Ci się tu w pokoju mały bałagan. Ubrania leżą na podłodze, zamiast wisieć w szafie, zabawki leżą na podłodze, zamiast być schowane w pojemnikach, łóżko nie jest pościelone. Jak wchodzę do Twojego pokoju to czuję się mało komfortowo, bo muszę uważać, żeby na nic nie nadepnąć. Czuję, że nie mam nawet gdzie usiąść. Pamiętam jak posprzątałeś przed Świętami i jak wtedy dbałeś o porządek w swoim pokoju. Naprawdę rozpierała mnie wtedy duma, że jesteś tak zorganizowany i tak solidnie pracujesz. Wiem, że potrafisz. Proszę byś posprzątał swój pokój do jutrzejszej kolacji – byś ubrania włożył do szafy, zabawki pochował do pojemników i pościelił łóżko. Będę czuła się tu wtedy o wiele lepiej.”

 


ak chwalić, żeby wzmacniać a nie szkodzić?

Możesz w to wierzyć lub nie, ale to, czy dziecko będzie potrafiło mobilizować się do wysiłku jest zależne od tego, w jaki sposób je chwalisz.

Dzieci, to urodzeni odkrywcy. Jeśli jednak przestajemy nagradzać/chwalić ich pasję odkrywania świata w zamian stawiając sztywne edukacyjne wymogi, ich ciekawość, pytania i eksperymentowanie szybko mogą zejść na dalszy plan.

Jednak jak sugerują badania psychologów, osoby o najwyższych osiągnięciach różni od innych nie tylko ciekawość świata, ale również wysiłek, który są w stanie włożyć w swoje działanie (czyli stara dobra, staromodna harówka :)).

Z psychologicznego punktu widzenia wysiłek obejmuje gotowość do skupienia uwagi oraz umiejętność odroczenia przyjemności.

To, co chwalisz, określa, co Twoje dziecko będzie postrzegało jako sukces.

Jeżeli dziecko przyniesie piątkę ze sprawdzianu, a Ty chwalisz go słowami: „Jesteś taki inteligentny. Nic nie jest dla ciebie trudne. Jestem z ciebie bardzo dumny”, to wiążesz jego sukces z wrodzonymi cechami intelektu.

Naukowcy nazywają to n a s t a w i e n i m s t a t y c z n y m.

Niestety, taki rodzaj pochwały jest na dłuższą metę toksyczny, gdyż uczy dziecko wiązać sukces z talentem, który nie wymaga 
w y s i ł k u.

Z tej perspektywy sukces jest raczej darem a nie wynikiem świadomych działań i dążeń.

Tego typu chwalenie prowadzi do dużego stresu i sprawia, że dziecko nie potrafi radzić sobie z porażką, kiedy pojawiają się pierwsze zadania wymagające wysiłku.

Jeżeli znałeś osoby, które jak burza (bez wysiłku) przeszły przez szkołę podstawową, a w szkole średniej ledwo „zipały”, to pewnie wiesz, o czym piszę.

Dla dzieci z rodzin o nastawieniu statycznym porażka jest bardzo osobistym i bolesnym doznaniem, gdyż „świadczy” o braku talentu.

Dzieci chwalone za talenty najczęściej tracą ochotę do tego, żeby stawić czoła przyczynom swoich niedociągnięć i do tego, by się starać.

Dlatego psychologowie zalecają chwalenie w duchu nastawienia rozwojowego.

Chwaląc sukces dziecka, zamiast powiedzieć: „Jestem z Ciebie taki dumny. Jesteś taki inteligentny.”, możesz powiedzieć: „Jestem z Ciebie taki dumny. Musiałeś się napracować.”.

Ponad 30 lat badań dowodzi, że dzieci wychowywane w rodzinach o nastawieniu rozwojowym wyraźnie wyprzedzają w nauce (szczególnie w późniejszych etapach edukacji) swoich rówieśników z rodzin o nastawieniu statycznym.

Radzą sobie również lepiej w życiu dorosłym.

To nie dziwi, bo dzieci z nastawieniem rozwojowym przyjmują porażki w sposób pozytywny.

Traktują je, jako problem do rozwiązania a nie coś, co godzi w ich poczucie własnej wartości.

Na przykład dzieci regularnie chwalone za wysiłek w testach rozwiązują o 30-40 procent więcej łamigłówek matematycznych, niż dzieci chwalone za inteligencję.

Artykuł został napisany na podstawie książki Johna Mediny „Jak wychować szczęśliwe dziecko”, Wydawnictwo Literackie, 2012, którą to książkę polecam do przeczytania każdemu rodzicowi.